
Tytuł: Przeklęty dom
Seria: Wampiry z Morganville
Tom: 1
Orginalny tytuł: Glass Houses
Ilość stron: 264
Wydawnictwo: Amber
Tłumaczenie: Edyta Jaczewska

Dobra, to pierwsze co mi przyszło do głowy.
- Już mi nawet nie przeszkadza to, że jestem duchem. Nie kiedy mnie widzisz. - Do moich policzkach znów napływa krew.
- To trochę... hmm może inaczej. Chciałam żeby w moim życiu wydarzyło się coś niesamowitego, ale to przewyższa wszystko. Sugerujesz, że to ja jestem osobą która może ci pomóc. Ale potem mówisz, że nie przeszkadza ci NIE bycie człowiekiem. Nie zapytasz czy mi to nie przeszkadza? - Nadal czerwona i zła zostawiam go i idę do kuchni. Podchodzę do szafki, wyjmuje miskę i zamykam drzwiczki kopniakiem. Zbliżam się kuchenki i nakładam makaron. Obok w garnku jest sos spaghetti. Dodaję go do dania i siadam przy stole. Zjadam tylko połowę i zostawiam resztę. Wracam do swojego pokoju. Zastaje Shane'a siedzącego na łóżku i trzymającego jedną z moich ulubionych książek - Złodzieje snów. Była otwarta na stronie opisującej kłótnie Adama i Blue. Na tym momencie prawie płakałam. Po chwili zdałam sobie sprawę, że on ją czyta. Nie rozumiem. Dlaczego akurat ten rozdział? Przecież to prawie koniec książki.
- Czytałem ją razem z tobą. - odpowiedział na moje niewypowiedziane pytanie.
- Więc dlaczego nie skończyłeś jej wtedy kiedy ja?
- Nie mogłem się zdecydować. Super jest z tobą czytać, ale jeszcze lepiej jest patrzeć na ciebie kiedy to robisz.
- Okej, mam rozumieć, że będziesz ją teraz czytał? - pytam siadając obok niego.
- Możemy też pogadać albo się przytulić albo napić się gorącej czekolady.
- Czekaj. Powiedziałeś "się przytulić"? - zrobiłam zdziwioną minę.
- Nie, pewnie źle usłyszałaś. - zamknął książkę i położył ją na poduszce.
- Na pewno nie! Możemy się przytulić. Dobrze... - Nie zdążyłam dokończyć, bo Shane objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Co ty robisz? - zapytałam zaskoczona.
- Powiedziałaś że możemy się przytulić - uśmiechnął się szeroko.
- Zrobiłeś to specjalnie. - Czuję jak płoną mi policzki.
- Dobrze, przepraszam. Jak następnym razem będę chciał się przytulić, to po prostu to zrobię. - Chociaż że lubię się przytulać chciałam dodać swój komentarz. Ale Shane nie daje mi na to szansy, zamykając mnie w mocnym uścisku. Ledwo mogę oddychać. Przynajmniej nie jest zimny, a takiego się spodziewałam. Oparłam głowę na jego piersi. Nie słyszałam tylko bicia jego serca. - Zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi? - zapytał Shane.
- Chyba tak.
- Super. Cieszę się , ale czy nie miałaś się z kimś spotkać? - dopiero po chwili przypomniałam sobie, że miała przyjść do mnie Vicky. Robiłyśmy razem prezentację na biologię. Nie za bardzo ją lubię. To straszna plotkara i uwielbia opowiadać o swoich problemach związanych z chłopakami. Chciałam się odsunąć od Shane'a ale przytulił mnie jeszcze mocniej. Tak że w ogóle nie mogłam się ruszyć.
- Shane? Możesz mnie puścić?
- Nie możesz mnie zostawić. - On ma więcej siły, to nie fair.
- Przecież cie nie zostawiam. - Zaczynam się szarpać. Shane traci równowagę i ląduje na podłodze. Puszcza mnie więc spadam na niego. Shane nas obraca więc teraz jestem pod nim.
- Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz. - Shane oparł ręce po obu stronach mojej głowy.
- Obiecuję.
- Trochę trudno to wyjaśnić. - Shane przestępuje z nogi na nogę.
- Bo? - Wzdycham.
- Dobra, jestem duchem.
- Masz rację nie wierzę ci. A teraz wyjdź.
- Nie rozumiesz, nie mogę wychodzić z tego domu. - Wzdycha. - Wiedziałem że tak będzie, że byś mi nie uwierzyła. To do ciebie pasuje. - Uśmiecha się lekko.
- Co? Mówisz tak jakbyś mnie znał.
- Bo znam. Trochę czasu już tu spędziłem.
- Dobra zacznijmy od początku. Opowiedz mi wszystko od czasu dostania tej " kary ".
- Okej, w prawdzie nawet nie wiem za co tu siedzę. - Widząc moją minę dodaje. - Mam pewne luki w pamięci z przed czasu kary. - Przytakuje, a on mówi dalej. - Skazała mnie Najstarsza. Wybrała dom w którym jest osoba, która mogłaby mi pomóc. W przepowiedni jest mowa o zielonookiej dziewczynie. Na początku myślałem, że to możesz być ty. Utwierdziłem się w tym przekonaniu kiedy wspomniała o pewnym szczególe. Mianowicie o górnej części prawego oka, powiedziała, że jest piwna. Moja osiadka zaczęła się dwa lata temu. Przez pierwszy rok próbowałem wszystkiego żeby się wydostać. W drugim zaś zacząłem cię tobie przyglądać. To trochę głupio zabrzmi ale... obserwowałem cie przez cały czas, nawet jak spałaś. Najbardziej lubię patrzeć jak czytasz. - Nawet przez myśl że ten chłopak mnie obserwował na moich policzkach pojawiły się rumnieńce. Uśmiechnęłam się pod nosem. - A teraz mnie widzisz. Wreszcie mogę coś podnieść, wcześniej jako powietrze nie mogłem. Mogę dotknąć ciebie. - Zamilkł i po chwili otworzył buzię jakby chciał coś jeszcze powiedzieć ale ją zamknął bez słowa.
- Jeny, nie wiem co mam powiedzieć. Może... powinniśmy znaleźć sposób by cię stąd wypuścić.
- Tak mamo, już wróciłam do domu. Zaraz zrobię lekcje.- Wchodzę do domu i kieruję się w stronę swojego pokoju.
- Pamiętaj żeby zjeść obiad. Będę wieczorem. - Wzdycham teatralnie i otwieram drzwi pomieszczenia o fioletowych ścianach i czerwonych ukośnych paskach.
- Dobrze mamo, kocham cię. - Rozłączam się i kładę plecak obok jasnego biurka. Wybieram w telefonie ulubioną piosenkę "Ban all the music" i daję głośniej. Rzucam telefon na czarną pościel łóżka i zaczynam tańczyć. Po ponad trzech minutach robi się całkiem cicho. Następna piosenka nie nadchodzi. Opuszczam rękę trzymaną w górze i czegoś dotykam. Nie mam siły, czuję że wszystko mi ciąży. Wykończona upadam na podłogę. Przerażona słyszę głośne bicie swojego serca. Podnoszę dotychczas opuszczoną głowę i otwieram szeroko oczy na to co widzę. Przede mną stoi chłopak i patrzy na mnie zdziwiony. Wycofuje się w stronę szafy i opieram o nią plecami. Jest przystojny ale jego skóra jest blada. Ma ciemne włosy, a na sobie szarą koszulkę i wytarte jensy. Jest wysoki i dobrze zbudowany. Patrzę w jego brązowe oczy z ciekawością. - Kim jesteś? - pytam cicho walcząc z zwrotami głowy.
- To ty mnie widzisz? - Marszczę brwi i powoli wstaję.
Tak! Kim jesteś i co tu robisz? - Zataczam się i wpadam na biurko. Chłopak szybko do mnie podchodzi i chwyta w pasie nie pozwalając mi się przewrócić. - Poradzę sobie. - Zanim mnie puścił upewnił się że stoję w miarę stabilnie.
- Chociaż usiądź. - Mówi spokojnie. Od wracam się i aż zapiera mi dech. Stoi tak blisko, że mogłabym policzyć jego rzęsy.
- Okej. - Idę powoli i po chwili siadam na łóżku. Opanowuje ciekawość i patrzę wyczekująco na nieznajomego.
- Jestem Shane, mam osiemnaście lat i jestem tu za karę. - Widzę jak wstrzymuje powietrze. Unoszę pytająco brwi - Co znaczy że jesteś tu za karę? Wyjaśnij. - Rozkazuje.
- Nie uwierzysz mi.
- Spróbujmy.