Rozdział 2

- Trochę trudno to wyjaśnić. - Shane przestępuje z nogi na nogę.
- Bo? - Wzdycham.
- Dobra, jestem duchem.
- Masz rację nie wierzę ci. A teraz wyjdź.
- Nie rozumiesz, nie mogę wychodzić z tego domu. - Wzdycha. - Wiedziałem że tak będzie, że byś mi nie uwierzyła. To do ciebie pasuje. - Uśmiecha się lekko.
- Co? Mówisz tak jakbyś mnie znał.
- Bo znam. Trochę czasu już tu spędziłem.
- Dobra zacznijmy od początku. Opowiedz mi wszystko od czasu dostania tej " kary ".
- Okej, w prawdzie nawet nie wiem za co tu siedzę. - Widząc moją minę dodaje. - Mam pewne luki w pamięci z przed czasu kary. - Przytakuje, a on mówi dalej. - Skazała mnie Najstarsza. Wybrała dom w którym jest osoba,  która mogłaby mi pomóc. W przepowiedni jest mowa o zielonookiej dziewczynie. Na początku myślałem, że to możesz być ty. Utwierdziłem się w tym przekonaniu kiedy wspomniała o pewnym szczególe. Mianowicie o górnej części prawego oka,  powiedziała, że jest piwna. Moja osiadka zaczęła się dwa lata temu. Przez pierwszy rok próbowałem wszystkiego żeby się wydostać. W drugim zaś zacząłem cię tobie przyglądać. To trochę głupio zabrzmi ale... obserwowałem cie przez cały czas, nawet jak spałaś. Najbardziej lubię patrzeć jak czytasz. - Nawet przez myśl że ten chłopak mnie obserwował na moich policzkach pojawiły się rumnieńce. Uśmiechnęłam się pod nosem. - A teraz mnie widzisz. Wreszcie mogę coś podnieść, wcześniej jako powietrze nie mogłem. Mogę dotknąć ciebie. - Zamilkł i po chwili otworzył buzię jakby chciał coś jeszcze powiedzieć ale ją zamknął bez słowa.
- Jeny, nie wiem co mam powiedzieć. Może... powinniśmy znaleźć sposób by cię stąd wypuścić.